Znamy już program wyborczy SLD i lewicy, która w wyborach parlamentarnych 2019 startuje pod szyldem SLD. Oprócz SLD w wyborach do Sejmu z list lewicy kandydują politycy Razem i partii Wiosna. - Powinna powstać jedna partia na lewicy, która stworzy jeden klub parlamentarny - mówił w piątek Robert Biedroń (Wiosna) w "Wydarzeniach i Opiniach". Jak nieoficjalnie informuje PAP, liderzy SLD chcą zmienić nazwę swojej partii na Lewica. Powodem jest obawa przed startem w najbliższych wyborach w formule koalicji. a) przy określaniu norm przy wyborach delegatów na zjazd powiatowy i przedstawicieli do zarządu powiatowego kieruje się liczbą głosów oddanych na listy PSL w poszczególnych gminach w wyborach do Sejmu, liczbą głosów oddanych na listy PSL w poszczególnych gminach w wyborach do sejmiku województwa, liczbą członków poszczególnych Według sekretarza generalnego SLD Grzegorza Napieralskiego, zarówno działacze lokalni Sojuszu i PO, jak i posłowie obu partii rozmawiają ze sobą o "przyszłych konstelacjach samorządowych". Kukiz: mogę się zapisać do jakiejkolwiek partii Kukiz odniósł się też do brzmienia art. 2 pkt 2 ustawy o komisji śledczej: "W skład komisji może wchodzić do 11 członków. Najpierw zarejestrować się jako Sympatyk Konfederacji, następnie założyć klub lub dołączyć do takiego w swojej okolicy. Ostatni punkt to działalność na rzecz klubu. W naszym powiecie są obecne trzy kluby Konfederacji. Jeden z nich znajduje się w Inowrocławiu. Jego liderem jest Patryk Dembowski. i07VA2H. Członkiem partii może zostać obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, który ukończył 18 lat, korzysta z pełni praw obywatelskich, złożył pisemną deklarację członkowską w dowolnym kole, uiścił opłatę wpisową, uzyskał pisemną rekomendację od co najmniej jednego członka Nowej Lewicy, należącego od 2 lat do partii, jako osoby wprowadzającej. Jednocześnie członek Nowej Lewicy nie może należeć do innej partii politycznej, działać na jej rzecz albo kandydować do organów władzy publicznej z listy wyborczej innej niż lista wyborcza Nowej Lewicy, chyba że na kandydowanie wyrazi zgodę rada właściwego szczebla. Członkowie partii w swoim postępowaniu kierują się Kartą zasad etycznych Nowej Lewicy. O przyjęciu do partii decyduje koło, w drodze uchwały podjętej w obecności zainteresowanego, nie później niż 3 miesiące od dnia złożenia deklaracji. Uchwałę przekazuje się niezwłocznie do Zarządu Powiatowego. Potwierdzeniem przynależności do partii jest legitymacja partyjna. Bardziej szczegółowe procedury przystępowania do Nowej Lewicy określa Statut partii. JUŻ DZIŚ WYPEŁNIJ PONIŻSZY FORMULARZ KONTAKTOWY - zrób pierwszy krok do wstąpienia w szeregi Nowej Lewicy. Zarząd krajowy SLD powołał specjalny pięcioosobowy zespół, który zajmuje się opracowaniem strategii wyborcze; Sojusz chce być przygotowany także na sytuację, gdy wybory samorządowe zostaną przyspieszone - poinformował wiceprzewodniczący partii Tomasz Trela. Trela podkreślił, że Sojusz przygotowuje się na dwa warianty: na wybory samorządowe, które mogą być przyspieszone i odbyć się już w tym roku jesienią oraz wariant standardowy, czyli wybory samorządowe w roku 2018. Zapowiedział, że SLD chce wystawić kandydatów w tych wyborach we wszystkich okręgach sejmików wojewódzkich, a w dużych miastach kandydatów na prezydentów miast. "Będą oni startować z komitetów SLD, albo jako kandydaci +obudowani+ innymi organizacjami, stowarzyszeniami czy partiami politycznymi. Zwracamy się z apelem do sprawdzonych koalicjantów - jak ZNP, OPZZ, stowarzyszenia i fundacje o charakterze lewicowym, aby wspólnie przygotować się do wyborów samorządowych" - podkreślił Trela na wtorkowej konferencji prasowej w łódzkiej siedzibie SLD. Trela należy do pięcioosobowego zespołu powołanego przez zarząd krajowy partii, który rozpoczął przygotowania strategii na wybory samorządowe. Kieruje nim sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek, w skład grupy wchodzi też szef SLD w woj. kujawsko-pomorskim Ireneusz Nitkiewicz, wiceprezydent Kalisza Karolina Pawliczak, radny sejmiku dolnośląskiego Marek Dyduch. "SLD bez względu na to, czy wybory będą szybciej, czy w planowanym terminie - będzie na nie gotowy. 4 lutego odbyła się Rada Krajowa, na której rozpoczęliśmy dyskusję nad programem. Jako SLD mamy ponad 23 tys. członków, struktury w 320 powiatach i jesteśmy w stanie jako jedna z niewielu partii wystawić listy lewicy do samorządu we wszystkich powiatach" - oświadczył Kulasek. Jak dodał, program jest obecnie dyskutowany od najmniejszych struktur partii, poprzez miejskie, powiatowe, aż do wojewódzkich. Powołany przez zarząd SLD zespół ma zebrać propozycje w całość i stworzyć szkielet programu ogólnokrajowego na wybory samorządowe. Na szczeblach miejskich i powiatowych lokalne struktury SLD będą mogły podjąć decyzję, czy startować w wyborach pod szyldem partii, czy w lokalnych komitetach lewicowych. Rada Krajowa ustaliła, że kandydaci do sejmików występować będą pod sztandarem SLD. "W tych wyborach - jako lewica - musimy powiedzieć wyraźnie: nie chcemy, aby w polskich samorządach był +kaczogród+. I to jest nasza deklaracja, nasze stanowisko. Wiemy, jakie błędy popełniliśmy w ostatnich wyborach parlamentarnych. Gdyby SLD był w polskim parlamencie, to +kaczogrodu+ by w Polsce nie było. Jeśli SLD będzie w samorządach, jest gwarancja, że pan Kaczyński ze swoją ekipą nie przejmie polskich miast, wsi i sejmików wojewódzkich" - dodał Trela. Wiceszef Sojuszu przypomniał, że w wyborach w 2014 r. partia startowała pod szyldem "SLD - Lewica Razem". Jego zdaniem, jest to idea warta odnowienia w 2018 roku. Dodał, że Sojusz "wielokrotnie wyciągał rękę do Partii Razem, która póki co, tę rękę odpycha". Tymczasem, jak podkreślił, zjednoczone partie lewicowe miałyby większe szanse w wyborach. Zdaniem Treli, rozmowy o współpracy partii opozycyjnych i wystawianiu w wyborach wspólnych kandydatów powinny się toczyć na poziomie regionalnym, bo każde miasto i region mają swoje własne uwarunkowania. Jako przykład podał Łódź, w której zarówno PO, jak i Nowoczesna chcą wystawić swoje kandydatki na prezydenta - mimo wcześniejszych deklaracji Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, że będą mieć wspólnych kandydatów. "Jeżeli będzie chęć współpracy ze strony Nowoczesnej, PO, Razem, PSL, to my na pewno usiądziemy do stołu i będziemy szukać optymalnych rozwiązań. Na pewno nie usiądziemy do stołu z PiS, Kukiz'15, oraz partią KORWiN - ugrupowaniami, które są dla mnie stowarzyszeniami wzajemnej adoracji, o zabarwieniu sekciarskim, a nie politycznym, które niczego nie wnoszą, a więc z nimi przestrzeni do dyskusji nie ma" - podkreślił Trela. Podobał się artykuł? Podziel się! Opublikowano: 2010-09-27 14:10:34+02:00 · aktualizacja: 2011-08-03 18:41:52+02:00 Dział: Polityka Polityka opublikowano: 2010-09-27 14:10:34+02:00 aktualizacja: 2011-08-03 18:41:52+02:00 fot. PAP/Paweł Kula Po tym jak Bartosz Arłukowicz odmówił startu w wyborach na prezydenta Szczecina szuka innego miasta, w którym mógłby zapisać się do Sojuszu. I z tym krokiem wciąż czeka. Nie wiadomo czy wejdzie do SLD przed wyborami samorządowymi. Dlaczego? Bo pogniewani na niego lokalni działacze nie chcą by przystąpił do partii w Szczecinie. Jak twierdzą politycy SLD Bartosz Arłukowicz początkowo planował zapisać się do ugrupowania w Warszawie i w tym celu rozmawiał z dzielnicowymi radnymi. Nasi informatorzy przekonują, że chciał nawet przekonać lokalnych działaczy by poprali jego kandydaturę na szefa mazowieckich struktur. Ale to nie jedyne miasto, w którym miał starać o zapisanie do struktur Sojuszu. Bo miał dowiadywać się również o miejsce w Płocku i Poznaniu. Jego starania w tym ostatnim mieście wzbudziły nie lada kontrowersje, bo z pretensjami w jego sprawie do Grzegorza Napieralskiego dzwoniła Krystyna Łybacka. Jeśli pozwolisz by Arłukowicz zapisał się u mnie do SLD i zajął jedynkę na liście do Sejmu to czeka Cię bunt działaczy w Poznaniu. My nie chcemy tu spadochroniarzy – miała powiedzieć wyraźnie rozgniewana jeszcze kilkanaście dni temu Grzegorzowi Napieralskiemu Krystyna Łybacka. Inny ważny polityk Sojuszu twierdzi, że na zjeździe Sojuszu w Poznaniu Bartosz Arłukowicz miał powiedzieć, że jeśli przewodniczący Sojuszu nie zgodzi się by wstąpił tam do SLD (chociaż formalnie zależy to tylko od lokalnych struktur a nie szefa Sojuszu), to gwiazda komisji hazardowej zacznie go straszyć, że wspomoże Ruch Poparcia Janusza Palikota. Sam zainteresowany poirytowanym tymi informacji nie chce ich komentować. W przeciwieństwie do swoich kolegów z SLD, którzy bardzo chętnie robią czarny piar Arłukowiczowi. Mówią, że w kuluarowych rozmowach chwali się, iż dostał propozycje zapisania się do SLD od lokalnych działaczy z kilku miast. – Chcą mnie wszędzie - miał kiedyś rzucić podczas prywatnej rozmowy. Powstaje tylko pytanie czy sam o to nie zabiega? Joanna Miziołek Publikacja dostępna na stronie: Za komuny trzeba było zapisać się do partii, aby zrobić karierę. Dziś też Dyskusyjne zwycięstwo Ewy Momot w konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ, komentuje dla nas jeden z kandydatów na to stanowisko, były prezes NFZ Andrzej Sośnierz. Dyskusyjne zwycięstwo Ewy Momot w konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ, komentuje dla nas jeden z kandydatów na to stanowisko, były prezes NFZ Andrzej Sośnierz. Dyskusyjne zwycięstwo Ewy Momot w konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ, komentuje dla nas jeden z kandydatów na to stanowisko, były prezes NFZ Andrzej Sośnierz. Jak informowaliśmy „nową dyrektorką śląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia zostanie 40-letnia prawniczka bez żadnego doświadczenia w zdrowiu”.Ewa Momot, bo o niej mowa, w latach 2003 – 06 związana była z SLD. Zasiadała w radzie nadzorczej PKSiS Oświęcim, a od grudnia 2012 roku w radzie nadzorczej oświęcimskiej spółki Składowisko Odpadów Komunalnych. Od 2007 roku pracowała w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego w Katowicach, od trzech lat jest tam kierowniczką referatu nadzoru w wydziale z podstawowych zarzutów stawianych Ewie Momot jest brak doświadczenia. Kandydaci na szefów oddziałów NFZ muszą mieć pięcioletnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym, preferowane w ochronie zdrowia. Tymczasem Ewa Momot nigdy nie zarządzała dużą placówką – kierowała pracą maksymalnie 12 osób. Jako szefowa śląskiego NFZ będzie zarządzać pracą 700 urzędników i dysponować około 7,5 mld zł na konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ „pokonała” siedmiu kandydatów, w tym Andrzeja Sośnierza, byłego dyrektora Śląskiej Kasy Chorych, i byłego prezesa NFZ. Zapytaliśmy go co sądzi o sprawie: Startował Pan w konkursie na szefa śląskiego NFZ. Byli tam inni kandydaci – fachowcy. Wygrała jednak osoba bez doświadczenia. Jakby Pan to skomentował?W związku z tym, że jestem uczestnikiem tego postępowania bardzo trudno jest mi go komentować, ponieważ mam ogląd subiektywny. Myślę, że obserwatorzy zewnętrzni tacy jak Pani wyrobią sami swoje zdanie o tym postępowaniu. Ja patrząc na siebie subiektywnie, wolałbym tego nie komentować. Startowałem, bo jak to w „Gazecie Wyborczej” napisano, czasami konkursy bywają obiektywnie Pan szefem NFZ , ma pan ogromne doświadczenie w zarządzaniu. Jakie trzeba mieć w Pana opinii kompetencje, aby sprawować taką funkcję? To są publiczne pieniądze i zarządzanie masą można odmówić różnym osobom, które może mają mniejsze doświadczenie, że potrafią odnaleźć się w nowej sytuacji. Niewątpliwie trzeba umieć zarządzać taką strukturą, nie tylko pieniądzem, ale całym przedsięwzięciem. To są duże organizmy, szczególnie śląskie. To drugi co do wielkości budżet wojewódzkiego NFZ. Trzeba nie tylko „rozdawać”, ale i odpowiednio kierunkować pieniądze oraz je nadzorować. Te wszystkie umiejętności powinien taki dyrektor mieć. W praktyce różnie to bywa, nie chcę Pan podchodzi do argumentów podnoszonych w prasie, że nowa prezes śląskiego NFZ jest mocno wspierana przez struktury Platformy Obywatelskiej?Niedobrze, że to partyjniactwo w Polsce tyle waży i nie dotyczy tylko służby zdrowia. Za komuny mówiono, że trzeba zapisać się do partii, aby zrobić karierę. Wydawało mi się, że w nowych czasach nie partyjniactwo będzie najważniejsze. Dobrze natomiast, jakby w tak trudnej dziedzinie ochrony zdrowia jednak nie polityka tylko meritum sprawy odgrywało najważniejsza rolę. Trochę więc doświadczenia mam i merytorycznie pewnie Polsce bym się przydał. Liczę na to, że to doświadczenie, które czasem bywa obciążające, jednak przyda się. Póki co nie wytknięto mi wprowadzenia w Polsce pierwszej karty elektronicznej ubezpieczenia zdrowotnego. Za te wszystkie przedsięwzięcia nikt mnie nie zganił. Ale nie chciałbym siebie zachwalać. Sam kiedyś przecież byłem niedoświadczony. Czytaj także: Ewangelia nie może być ważniejsza od Konstytucji

jak zapisać się do partii sld